wtorek, 28 listopada 2017

Rusinowa Polana

Czy są jeszcze miejsca w Tatrach, gdzie można posłuchać ciszy, podelektować się pięknem przyrody, pokontemplować widoki ? Tak !!! Jednym z nich jest Rusinowa Polana . Podczas gdy tłumy ciągną nad Morskie Oko, warto swoje kroki skierować właśnie tu.


Nie dość, że krócej i łatwiej to jeszcze przyjemniej i bardziej kameralnie. :-) Wracam tu niezmiennie od wielu lat. Nigdzie nie ma tak dobrych oscypków, tak pięknego widoku na Tatry, takiej przestrzeni i niezmąconej niczym ciszy. No chyba, że mamy długi weekend (wtedy polskie Tatry dobrze jest omijać wielkim łukiem ) albo właśnie tuż obok pasą się owce i hałasują swoimi dzwonkami ;-)


Nazwa Polany pochodzi od nazwiska Rusinów, sołtysów z Gronia, którym została nadana przez Króla Zygmunta III Wazę w 1628 roku. Niegdyś była tu osada pasterska, po której do dziś zachowało się kilka szałasów.



Poniżej polany znajduje się klimatyczne Sanktuarium na Wiktorówkach, zwane inaczej Sanktuarium Matki Bożej Królowej Tatr. Sanktuarium powstało w związku z wydarzeniami około roku 1860, kiedy to nastoletnia góralka Marysia Murzańska poszukując zaginionych we mgle owiec zobaczyła "Jaśniejącą Panią". Bywał tu także swego czasu Karol Wojtyła.


Strudzony wędrowiec zostanie uraczony w Sanktuarium aromatyczną herbatą tajemniczej receptury :-) a kazania wygłoszone przez tutejszych księży Dominikanów pobudzą do refleksji i na długo zapadną w pamięć :-) Polecam Wam gorąco wypad na Rusinową...


piątek, 16 czerwca 2017

Płazówka - Witów

Potrzeba nam było kilku ładnych lat by ją odnaleźć. Dookoła Zakopanego odwiedziliśmy już sporo ciekawych miejsc : Murzasichle, Ząb, Gliczarów, Małe Ciche, Bańska Niżna. Później trochę przez przypadek trafiliśmy właśnie tu, do położonej ponad Witowem - Płazówki. Drugiego miejsca z takim klimatem i tak pięknymi widokami nie znajdziecie u podnóża Tatr.


Zimą - bez łańcuchów może być trudno tu dojechać, przynajmniej turystom. Miejscowi, co zaobserwowaliśmy :-), nawet bez uzbrojonych kół- radzą sobie naprawdę świetnie. Lepiej nie próbujcie :-). Jadąc od strony Witowa w kierunku Kir skręcamy w lewo, tuż za mostem na rzece Czarny Dunajec droga dość stromo pnie się w górę osiągając wysokość ponad 900 m. n.p.m.

 

Zimą często jest oblodzona. Mijamy las i naszym oczom ukazuje się urokliwie położona polana, po chwili dojeżdżamy do pierwszych domów. Nie jest ich na terenie Płazówki wiele, sporą część stanowią drewniane zabudowania.


Najbardziej charakterystycznym miejscem na Płazówce jest wybudowana w 1892 roku, w stylu zakopiańskim, drewniana kaplica św. Anny. Pomysłodawcą świątyni był ksiądz prałat Antoni Bystrzonowski, którego wykonawczo wsparli Andrzej Zaborski wraz ze swoim teściem Jakubem Płazą, którego nazwisku przysiólek zawdzięcza swoją nazwę.Twórcą wnętrza świątyni jest z kolei syn Andrzeja- Józef Zaborski. Uwagę zwraca ołtarz- wykonany z pnia dużego świerka.

 

Zbliżając się do Płazówki trudno nie zauważyć pięknych stacji drogi krzyżowej. Oryginalne, kolorowe, namalowane na szkle, towarzyszą nam praktycznie od momentu przekroczenia mostu aż do chwili, kiedy znajdziemy się tuż obok kaplicy.

Kaplicę św. Anny upodobał sobie szczególnie Karol Wojtyła. Będąc księdzem odwiedzał  ją wielokrotnie służbowo oraz prywatnie - podczas turystycznych wędrówek. Także później- helikopter papieski, w czasie wizyt w Polsce, wielokrotnie krążył nad Płazówką.


Płazówkę odkryli także twórcy superprodukcji filmowych. Trudno się dziwić, tutejsze widoki są naprawdę wyjątkowe. Na Płazówce nakręcono sceny do bolywoodzkiej produkcji "Fanaa" oraz do polskiego filmu "Po prostu przyjaźń".


Plan tego drugiego w zasadzie zrodził się w głowach filmowców na naszych oczach :-), kiedy poszukując planu filmowego trafili pewnej kwietniowej soboty do domu, w którym spędzaliśmy weekend. (agroturystyka "Pod Lipami"-polecam ).



wtorek, 13 czerwca 2017

Ticha Dolina - Słowacja



Cisza…słychać tylko śpiew ptaków i szum pobliskiego strumienia.. Ticha Dolina. Czy to możliwe, że w tak uroczym miejscu nie ma nikogo więcej, kto podziwiałby jej piękno?


Nie raz bywaliśmy na Czerwonych Wierchach czy na Kasprowym, skąd widać ją bardzo wyraźnie- zielona, szeroka, tajemniczo rozpostarta pośród szczytów Tatr Zachodnich. Postanowiliśmy wreszcie przyjrzeć jej się z bliska.


Jest bardzo długa, ma 17 km, z czego 12 km stanowi szlak rowerowy, asfaltowy, miejscami bardzo zniszczony, choć jak na dolinę tatrzańską- wyjątkowo komfortowy. Startujemy z dużego parkingu, w pobliżu hotelu Permon tuż obok miejscowości Podbanske. Na początku szeroki asfalt pnie się ku górze, dojeżdżamy do rozwidlenia, tu zaczyna się właściwa Ticha Dolina. 


Od początku nie możemy nadziwić się bogactwu roślinności, zapachów i barw. Otaczają nas różne odcienie zieleni. Po bokach drogi rozpościerają się malownicze łąki usiane kwiatami, które miejscami rosną wręcz na asfalcie. Z krzaków wybiega na spotkanie z nami mała sarna, na widok rowerów robi  w tył zwrot i chowa się między drzewami. Mijamy mostki, woda w Tichym Potoku przybiera niezwykły , lazurowy kolor. Droga pnie się w górę. 


Wprawionemu cykliście nie powinna przysporzyć większych kłopotów, a i mniej doświadczeni sobie poradzą. Różnica wysokości między początkiem a końcem trasy to ok 400m, które równomiernie rozkładają się na wspomnianych 12 km. Rozpościerające się wokół widoki tatrzańskich szczytów wynagrodzą każdy wysiłek. Po ok. 8 km drogi docieramy do polanki z drewnianym domem, w czasie II wojny światowej była tam baza partyzantów, co upamiętnia pobliski pomnik.

Dalsza trasa jest udostępniana turystom tylko w okresie od drugiej połowy czerwca do połowy listopada. Po krótkim odpoczynku ruszamy dalej. Coraz bliżej drogi widać wiatrołomy- ślady zniszczeń lasu świerkowego podczas wichury w 2004 roku. Zniszczeniom uległo wtedy wiele hektarów okolicznych lasów. 


Paradoksalnie dzięki tej wichurze Ticha Dolina odsłoniła piękne widoki na okoliczne szczyty. Widać ślady po lawinach, w sezonie zimowym schodzi ich tu wiele. Po chwili dojeżdżamy do kolejnego uroczego miejsca - niewielkiego wodospadu na Tichym Potoku. 


Stąd jeszcze tylko ok 2 km do końca trasy. Przed nami Świnica, po lewej Czerwone Wierchy, Kasprowy schował się nieco…Cisza, nie ma nikogo…Niewiarygodne wydaje się, że są takie miejsca, piękne i bezludne. Jeszcze tylko mały pilnik, kilka zdjęć i ruszamy w trasę powrotną. 


W zasadzie bez pedałowania zjeżdżamy w dół, teraz rozumiemy ograniczenie prędkości dla rowerzystów- 20 km/h, asfalt miejscami dziurawy albo wybrzuszony, trzeba uważać. To była cudna wycieczka ! Gorąco polecam !


piątek, 9 grudnia 2016

Pałac w Guzowie

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Pałac w Guzowie, a było to kilka lat temu, nie mogłam oderwać od niego wzroku. Pomyślałam wtedy "ależ tu musiało być kiedyś pięknie". 


Okazała, a zarazem szara, popadająca w ruinę budowla, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Przyjemnie było pospacerować po otaczającym pałac parku, skrywającym tajemnice przeszłości, zajrzeć do połączonej z pałacem Kaplicy św. Feliksa, dla odmiany ładnie odrestaurowanej.



Miejscowość położona jest dość blisko Warszawy, tuż obok zjazdu z autostrady poznańskiej na Żyrardów (węzeł Wiskitki). Starsi pamiętają jak Pałac, wysłużony już bardzo, choć nadal piękny służył pracownikom pobliskiej cukrowni.

Wzorowany na zamkach nad Loarą Pałac został wybudowany w drugiej połowie XIX w stylu neogotyckim, z inicjatywy Feliksa Sobańskiego. W czasie wojny pełnił funkcję szpitala. W 1944 roku, podobnie jak inne, podobne obiekty, przeszedł w ręce Państwa.



W latach 90 tych Pałac został odzyskany przez rodzinę Sobańskich. Od 2010 roku jest pieczołowicie odnawiany. Prace postępują stosunkowo wolno, obiekt jest bardzo zniszczony i zawilgocony, ma uszkodzone stropy, przez wiele lat był zaniedbywany. Odbudowa finansowana jest z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W przyszłości budowla ma spełniać rolę hotelu oraz miejsca wydarzeń artystycznych i kulturalnych.

Od czasu do czasu przyjeżdżam do Guzowa sprawdzić jak idą postępy prac. Na razie z zewnątrz zmiany są ledwo zauważalne. Moim marzeniem jest by kiedyś poprowadzić szkolenie w odnowionych wnętrzach Pałacu lub posłuchać tu koncertu :-)

niedziela, 5 czerwca 2016

Mięćmierz

Klimatyczny Kazimierz Dolny ma wielu fanów. W słoneczny wakacyjny weekend kłębią się tutaj tłumy turystów. Nieliczni jednak wiedzą, że tuż obok Kazimierza, dosłownie "rzut kamieniem" od tutejszego kamieniołomu, znajduje się jeszcze bardziej magiczna miejscowość - Mięćmierz.



Dla tych, którzy pragną odskoczni od wielkomiejskiego zgiełku - miejsce wręcz wymarzone. Nie zobaczymy tu asfaltowych dróg ani też zbyt wielu murowanych domów. Dominuje drewniana zabudowa i szutry. Tak jakbyśmy cofnęli się w czasie.



Mięćmierz był kiedyś wioską flisacką.Tutejsi flisacy zajmowali się przeprawą przez Wisłę do pobliskiego Janowca. Dziś pełni rolę miejscowości letniskowej.Wiele drewnianych domów zostało przeniesionych z innych miejsc. Podobnie rzecz ma się z usytuowanym na wzniesieniu wiatrakiem - koźlakiem, który wcześniej znajdował się w Bałtowie, koło Puław.





Tuż obok jest punkt widokowy- Albrechtówka, z którego możemy podziwiać widok na Wisłę. W sercu miejscowości, podobnie jak w Kazimierzu Dolnym, podziwiać możemy zabytkową studnię. Mięćmierz, to miejsce wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. Polecam gorąco !




poniedziałek, 28 marca 2016

Łopienka

W sercu Bieszczad, kilkanaście kilometrów od Cisnej przycupnęła Łopienka, a raczej jej pozostałości bo czas świetności tej wioski odszedł dawno w niepamięć. Na szczęście tutejsza cerkiew pw. Św. Paraskiewii z 1757 roku nie podzieliła losów innych, podobnych świątyni z wysiedlonych w czasie akcji "Wisła" bieszczadzkich wiosek. Możemy ją podziwiać do dziś, co prawda w nieco zmienionej formie, ale zawsze....


Stało się tak dzięki Olgierdowi Łotoczko, konserwatorowi zabytków i wielbicielowi Bieszczad, który szczególną uwagą obdarzył to miejsce oraz rozpoczął odbudowę popadającej w ruinę cerkwi. W środku znajduje się tam obecnie kopia cudownej ikony Matki Bożej z dzieciątkiem związana z rzekomym objawieniem. Oryginał ikony znajduje się w Kościele w Polańczyku.Niegdyś Łopienka przyciągała tłumy wiernych co związane było z tutejszymi, znanymi w okolicy odpustami.


Spacerując doliną zobaczymy ślady domostw, sprzed II wojny światowej, zanim Łopienka została wysiedlona. Zabudowania skupiały się przy rzece- Solince.Nieco powyżej znajdowały się pola uprawne-m.in lnu,konopi czy jęczmienia




Bydło wypasano na zboczach szczytów- Jamy i Łopiennika. Dziś na okolicznych wzgórzach możemy dojrzeć charakterystyczne terasy, zdradzające sposób prowadzenia upraw przez mieszkańców.


Spacerując po tutejszych łąkach można poczuć wyjątkowego ducha wioski tętniącej życiem, niespełna sto lat temu.Wśród bujnej roślinności dojrzymy zdziczałe drzewa owocowe czy fragmenty podmurówek.


czwartek, 25 lutego 2016

Górecko Kościelne

To właśnie tutaj ptaki śpiewają najpiękniej, szum strumieni brzmi niepowtarzalnie a przyroda ma najbardziej zielony kolor. Roztocze, a  w jego sercu niewielka wieś - Górecko Kościelne.




W 1648 roku objawił się tu św. Stanisław, który ocalił wioskę przed spaleniem przez Kozaków w czasie Powstania Chmielnickiego. Po objawieniach wybudowano w Górecku trzy kaplice. W miejscu jednej z nich 120 lat później wzniesiono modrzewiowy kościół św. Stanisława.  Do pozostałych dwóch dotrzemy podążając szutrową drogą w głąb wsi.







Wśród starych dębów znajdziemy pierwszą z nich- Kapliczkę pod Dębami. Znajduje się tu pień sosny, przy którym objawił się św. Stanisław. W pobliżu możemy podziwiać wyrzeźbione w drewnie stacje drogi krzyżowej. Kapliczka na Wodzie położona jest nad potokiem Szum.






Wybija tu źródło, z którego woda ma uzdrawiającą moc. Z kapliczki warto przejść się malowniczą ścieżką wzdłuż rzeki podziwiając "dzieła" tutejszych bobrów.




Pisząc o Górecku nie sposób nie wspomnieć o tutejszym Proboszczu - księdzu Tadeuszu, wielbicielu muzyki i przyrody, osobie pełnej pasji, pozytywnej i otwartej na ludzi. Dzięki niemu, co roku na początku sierpnia, odbywa się tu Festiwal Pieśni Maryjnej, goszczący niejednokrotnie uznanych artystów polskiej sceny muzycznej.

środa, 30 grudnia 2015

Tarasówka - Małe Ciche

Cudny widok, śpiew ptaków, bezkresna cisza, którą momentami zakłócają tutejsze psy. Ale nawet z nimi można się dogadać :-) Z Polany Zgorzelisko to tylko pół godziny drogi. Najpierw 25 minut przez pachnący żywicą las, pełen dorodnych świerków. Później 5 minut  w dół zbocza. Warto było...



Ławeczka pod świerkiem. Zdecydowanie przebija tę w Bieszczadach, w drodze z Przełęczy Wyżniańskiej na Połoninę Caryńską. Panorama Tatr jak na dłoni. Zatrzymać się choć na chwilę, nasycić widokiem, ciepłem promieni słonecznych, oddychać głęboko- doznania bezcenne. Ech jeszcze chwila,...mogłabym tam siedzieć i upajać się tym miejscem bez końca.






Stąd już tylko 5 minut w dół zbocza do kapliczki, wybudowanej w latach 1906-15 przez Błogosławionego Bartłomieja Pawlikowskiego w intencji szczęśliwego powrotu syna Franciszka z Wojny Austriackiej. Magia tego miejsca sprawia, że zatrzymuję się na chwilę, wyjmuję z plecaka książkę, czytam. Nigdzie się nie spieszę.



To tutaj co roku 3 maja górale świętują tzw Święto Bacowskie, tzw. Redyk czyli uroczyste wyjście pasterzy na hale na wypas owiec. Księża święcą wtedy stada owiec, hale, pola uprawne, szałasy i samych wypasających owce - baców.



Ech chciałoby się jeszcze podelektować  tym miejscem i widokiem ale pora wracać. Dość mozolne wejście w górę drogi i jesteśmy z powrotem na szlaku :-)

środa, 9 grudnia 2015

Pałac w Klemensowie

Pamiętacie polski, oskarowy film Pawła Pawlikowskiego "Ida"? Niezwykle urzekły mnie zdjęcia do tego filmu i pałac, który zagrał w nim jedną z głównych ról.




Ku mojemu zaskoczeniu pałac położony jest na Roztoczu, w Klemensowie, stanowiącym obecnie część Szczebrzeszyna, Roztocze to region bliski mojemu sercu. Różnokolorowe pola rozpościerające się na tutejszych wzgórzach, lasy pełne jagód, wijące się wśród łąk strumyki, zapach tytoniu. W dzieciństwie spędzałam tu każde wakacje. Ale nie o Roztoczu miało być a o Pałacu w Klemensowie.




Przy kolejnej wizycie w tamtejszych stronach nie omieszkałam pojechać tam i nasycić się atmosferą tego miejsca. A jest wyjątkowa. Pałac położony jest w parku, niegdyś zbudowanym w stylu angielskim, dziś zdziczałym, w którym możemy dojrzeć sporo okazów dość wiekowych drzew. Spośród zabudowań parku zwracają uwagę trzy kordegardy.




Pałac został wybudowany w latach 1744-1746 dzięki Teresie Zamoyskiej , dla jej syna- Klemensa, stąd też nazwa miejsca. Pałac był kilkakrotnie rozbudowywany. Stanowił rezydencję Zamoyskich aż do II wojny światowej, kiedy został zajęty przez Niemców, pełniąc funkcję szpitala. Do niedawna mieścił się tu Dom Pomocy Społecznej. Budowla czeka obecnie na nowego właściciela, będąc jednocześnie przedmiotem sporu. Istnieje szansa, że pałac wraz z parkiem trafi w ręce potomków Zamoyskich.

sobota, 21 listopada 2015

Zamek w Szymbarku

Gdyby nie był w dziś w ruinie,  zapewne byłby jednym z największych zamków krzyżackich w Polsce. Położony ok 10 km na północny zachód od Iławy, mimo, że czasy świetności ma już dawno za sobą, nadal wzbudza zachwyt.  




Zamek został wzniesiony przez kapitułę pomezańską, instytucję kościelną w państwie krzyżackim, w XIV wieku. Budowla powstała na nasypie grodu pruskiego, dlatego dziedziniec położony jest ok 9 metrów powyżej podzamcza. Zamek otoczony był murem z 10 basztami. 

  


Wjazd na teren twierdzy prowadził przez most przerzucony ponad fosą. Tuż obok bramy wjazdowej zbudowano wysoką na 24m wieżę zegarową, w której mieściła się kaplica i loch. Opustoszałe wnętrze kaplicy podziwiać można do dziś.  


Na dziedzińcu zamku znajdowały się zabudowania mieszkalne, z najbardziej reprezentacyjną częścią w zachodniej części. Zamek należał m.in do rodów, Hohenzollern, Polenz oraz von Fickenstein. W czasie II wojny światowej stacjonowały tu oddziały SS, a następnie Armia Czerwona, której żołnierze opuszczając zamek spalili go wraz z całym wyposażeniem. W latach 60tych XX wieku wykonano drobne prace konserwatorskie, odgruzowano teren i zadaszono część budynków. 


W 1995 ruiny zamku były planem dla filmu Król Olch, w którym główną rolę zagrał John Malkovich Aktualnie budowla jest własnością prywatną, niedostępną dla zwiedzających, choć przy odrobinie szczęścia można spotkać tu osoby, które mają klucz do zamku i chętnie opowiedzą nam jego historię. 


Obok zamku rozpościera się szeroki pas zieleni, gdzie znajdziemy stare okazy drzew, w pobliżu zaś biegnie zabytkowa aleja lip zwana napoleońską na pamiątkę rzekomej przejażdżki tą drogą Napoleona w drodze na zamek w Kamieńcu.